5 kwietnia 2014

Z dzieckiem u fryzjera.

Jeśli wydaje się Wam, że wciśnięcie kotu tabletki stanowi problem, to chyba nie byliście nigdy z dzieckiem u fryzjera, opcjonalnie nie byliście z MOIM dzieckiem u fryzjera.
O Wojtku mowa.
Dudiks ma niezwykle przydatną umiejętność: natychmiastowego przeobrażania się w wyjące zwierze, nabierania niezwykłej siły, akrobatycznego wyginania się w łuki, sprężynowania w miejscu, i zalewania się rzewnymi łzami!
Dodam, iż wszelkie perswazje , zapewnienia, obietnice, tłumaczenia absolutnie nie przekonują mojego dziecka, zatem wizyty u fryzjera są odkładane wielokrotnie, aż stan włosów dziecka nie daje innej możliwości.
Do ostrzyżenia dziecka potrzebne są dwie osoby plus fryzjer w roli głównej. Dziecko zapakowane do auta (fotel dla dzieci ), wyje w niebogłosy (dodam , że łzy się nie pojawiają) ,krzyczy, podskakuje. Należy wówczas mocno się wysilić by umożliwić preceder obcinania bez ucięcia np ucha.  Gimanstyka trwa niecałe 5 minut, a to wszystko z racji niezwykłych umiejejęności fryca który niczym torpeda dopada dziecięco głowę i na akord ścina włosy, należy przyznać , że nawet prosto!
Po wszystkim Dudzisław jest wyjmowany z siedziska, natychmiast się uspokaja i żąda lizaka  jako należnej mu nagrody, mam wówczas niepochamowaną myśl , że dla rodziców zamiast lizaków powinny  być setki czegoś mocniejszego.
Wychodzimy  dzieciak zadowolony z lizaka, ja spocona niczym mysz ledwie zipiąc pędzę za pacholęciem , który natychmiast dostrzega wymysły diabła w postaci autek, karuzel na monety dawno zapominając o przeżytych katuszach.


Before




After








End of trude story

Brak komentarzy: